Poniedziałek.

Poniedziałek.

listening to: madonna, secret 

od dzisiaj będzie tak, bo nie umiem zmniejszać zdjęć na tym nowym (@#@####@!!!!) edytorze bloggera. a zanim się nauczę, to się pewnie przyzwyczaję.

wyszła pół godziny temu.

w przedpokoju wciąż się unosi dyskretny, lekko kwiatowy zapach.

z początku pachniał jak obietnica.

teraz pachnie jak rozczarowanie.

wypaliłam chyba ćwierć paczki od momentu, w którym opuściła moje skromne progi.

wyszła, a mnie zostawiła z całym rozchwianiem emocjonalnym.

nie, żebym jej to pokazała. jeszcze odebrałaby to tak, jak nie powinna.

kobiety mają wybitny talent do nieprawidłowego odbierania sygnałów.winię wiosnę.

na wiosnę najczęściej mi coś odpierdala.

włącza się, przez inne pory roku, całkowicie zanikła potrzeba przytulania się.

nieważne, do kogo. 

zostawać sama w domu lubię przez pierwsze trzy godziny. mogę bezkarnie robić to, co mi się podoba, śpiewać na cały głos Sinatrę pod prysznicem.

potem przychodzi początek ciągu.

dwa dni później uświadamiam sobie, że nie tędy droga, wypłukuję z organizmu toksyny zieloną herbatą, medytuję, robię coś dla siebie.

noce są jednak paskudne.

a największy paradoks tej sytuacji polega na tym, że nie złapię za słuchawkę & nie zadzwonię nigdzie, żeby chociaż trochę wygrzebać się z marazmu.

nie, bo nie.

jutro będzie inne. tak.

całusy,d.