Przygotowania do Wings for Life World Run

Przygotowania do Wings for Life World Run

(Żródło: facebook.com)

Zdecydowałam się i jednak biorę udział w biegu. Zarejestrowałam się, zapłaciłam, mój numer startowy to 120630 i nie pozostaje mi nic innego jak tylko dobrze się przygotować. O całej imprezie pisałam już tu: klik. Udało mi się też znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie od początku pytanie czyli jak mają wrócić z trasy osoby które ukończyły bieg - bardzo prosto! Co 5 km będą "przystanki" skąd biegacze będą zabierani :) Zawodnicy przydzielani są do odpowiedniej strefy na podstawie czasów jakie osiągnęli w maratonie/półmaratonie. Ja jeszcze nie brałam w żadnym udziału dlatego trafiłam do ostatniej, szóstej strefy. A szkoda bo wydaje mi się że spokojnie mogłabym znaleźć się w czwartej. Wstępnie mój cel to przekroczenie 20 km. Według kalkulatora na stronie biegu powinnam utrzymać tempo na poziomie 5:20 min/1 km czyli więcej niż 11 km/h. Czy to jest do zrobienia? Nie wiem... Na razie mój rekord to 5:47 min/1 km (10,4 km/h). Muszę popracować nad wydolnością, bo dla moich nóg bieg w tempie 11-13 km/h to trucht. Gorzej z górą. Na stronie bieganie.pl można znaleźć plan przygotowujący do 21 km: klik. Skorzystam z niego ale trochę zmodyfikuję, bo muszę to wcisnąć w swój plan treningowy i zajęcia, a nie chcę się zajechać. Zaczęłam w poniedziałek i trochę nie wyszło. Miało to być 10 km, a przebiegłam 7,55 km. Najpierw zrobiłam przerwę bo rozwiązał mi się but, później koszmarnie rozbolał brzuch zaraz pod mostkiem a do tego kolka na kolce. No szlag by trafił... We wtorek chciałam zrobić 6 km, ale znowu do kitu - 4,5 km. Co prawda byłam po treningu nóg&pośladków i potykałam się o własne nogi, jednak nadal był problem z kolkami. Dlatego od podanych w rozpisce dystansów odejmę na początku po 1-2 km i z czasem zacznę je stopniowo dodawać. Dwa razy w tygodniu będę robić konkretne interwały - takie prawie do porzygu czyli pod górkę. Dzisiaj katuję całą górę czyli plecy, klata itd. + interwał, a w piątek spróbuję przebiec 8 km. Natomiast w sobotę Pure Fire+Cycling+interwał, ale już nie 30 minut a 20. 

Podchodzę do tego biegu bardzo osobiście i niesamowicie się denerwuję. Co prawda mój problem z kręgosłupem nie jest aż tak poważny i pewnie bóle które mnie "nawiedzały" od czasu do czasu to nic w porównaniu z tym przez co przechodzą osoby sparaliżowane, ale tak na prawdę nigdy nie wiadomo czy kiedyś ktoś nie pobiegnie za mnie. Dlatego póki jestem sprawna to biegnę. Jeśli przekroczę 15 km to super, a jak uda się 20 km to będzie to dla mnie prawie jak przebiegnięcie maratonu. Czy dam radę? Oczywiście! Jestem nie do zajechania i zmierzę się z całym światem :)