Podsumowanie: luty

Podsumowanie: luty

Ostatnie tygodnie były dość intensywne - końcówka sesji i praktyki. Treningowo lepiej niż w styczniu, ale nadal bez szału. Jednak jestem zadowolona z wagi, bo w końcu spala się tłuszcz a nie mięśnie. Obecnie przy 59,3 kg mam w talii 71 cm. Dokładnie tyle samo było przy wadze 56,5 kg, więc w końcu coś u mnie dobrze działa. Co prawda inne obwody są ciut większe ale i tak jest dobrze chociaż czuję że minimalnie przytyłam przez praktyki. Tam nie do końca da się pilnować dietę (praca na kuchni robi swoje). No i nareszcie udało mi się zrobić trening w lesie. 

I to w nowych kapciach czyli New Balance Minimus Zero v2 (o wrażeniach z biegania w "minimalach" w późniejszym poście).

Wracając do podsumowania:

- spaliłam: 12420 kcal

- przebiegłam: 52,68 km

- na rowerze przejechałam: 31,59 km

- na treningu spędziłam: 19 godzin i 46 minut

W końcu udało mi się zrobić 3-4 treningi siłowe w tygodniu - poślady rosną i nogi wyglądają coraz sensowniej. Do 12 kwietnia miałam zbić wagę do 52-53 kg, ale się nie uda. Jak dojdzie do 57-56 kg to będzie dobrze. Dlatego czeka mnie ciężki miesiąc. Ale mam nadzieję że to mi wyjdzie na dobre i czas na połówce będzie sensowny. 

Dzisiaj podjęłam decyzję co do startów w tym roku. Jestem zdecydowana na kilka, ale to i tak zależy od funduszy. Na 100% biegnę w kwietniowym półmaratonie oraz Wings For Life. Prawdopodobnie polecę też w II Uniwersyteckiej Zadyszce 25 kwietnia. Po WFL będzie trochę wolnego od biegania tak żeby od czerwca zacząć przygotowania do maratonu w październiku. Po drodze, czyli pewnie w lipcu, pobiegnę w Nocnej Maniackiej Piątce (jeśli ponownie zorganizują a wydaje mi się że tak). We wrześniu COŚ ale nie powiem co :D No i bardzo bym chciała pobiec półmaraton w ukochanym Krakowie w październiku. Co prawda to będzie po maratonie, więc na super czas nie liczę, ale muszę tam pojechać.

No nic... i tak wszystko wyjdzie w praniu :) Oby chociaż część wypaliła.